Wyspa Szekspir

Marzenia o azylu, bezpiecznej izolacji od wykolejonego świata, wyspie, do której nie dotrze zło, stają się udziałem coraz większej rzeszy ludzi. Już nie tylko idealiści, pięknoduchy i wyalienowani intelektualiści tęsknią za odosobnieniem i ciszą. Zgiełk współczesnej cywilizacji staję się, doprawdy, nie do zniesienia. I dokąd uciekać w wielkich miastach, przeludnionych terytoriach opanowanych przez media, sieci komputerowe i telekomunikacyjne, kiedy w każdym punkcie na globie odpowiedni satelita jest w stanie przeczytać nam przez ramię poufny list od bliskiej osoby? A przecież absolutne odcięcie się od bliźnich i całkowita samotność w zamknięciu i milczeniu nie są ratunkiem, bo wypędzają nas na drugi biegun szaleństwa, gdzie również nie da się żyć. Te rozterki dają się we znaki na różnych poziomach struktury świata.

Mój skromny poziom to teatr. Ściślej – teatr operowy i teatr tańca pod wspólnym dachem Opery Bałtyckiej. W codziennych bombardowaniach fundowanych przez otaczającą rzeczywistość szukam wraz z moimi ludźmi azylu artystycznego, gdzie można bez rozpaczy kultywować wartości, którym chcemy być wierni i bez których nie wyobrażamy sobie sensownego życia. Pragniemy, by te wartości stały się zbawienne dla widzów, którzy do nas przychodzą z zaufaniem, że nie mamimy ich ogólnymi sloganami typu piękno, honor, przyjaźń, miłość, dobro czy solidarność, ale w naszych spektaklach pokazujemy jak te banalne wartości ewoluują we współczesnej świadomości i stają się polem walki w obronie konkretnej osoby i jej godności, w konkretnych okolicznościach wynikających z opowieści. Właśnie opowieść staje się dla naszego teatru bastionem, którego uporczywie bronimy w świecie sztuki scenicznej wszelkiego rodzaju, w której dominuje chaos pojęciowy, wstręt do wyraźnego przesłania i umiłowanie destrukcji. Wierzymy, że właśnie opowieść, z której wynika wysoki morał jest nadzieją dla wszystkich, którzy nie chcą poddać się totalnej dehumanizacji.

Poszukiwanie pięknych opowieści prowadzi nas od arcydzieła do arcydzieła, bo w nich właśnie znaleźć można najbardziej wartościowe historie podane w doskonałej formie powodującej pożądany wstrząs. I ten wstrząs nie może być wywołany w prymitywny sposób przez dosadne opowieści genitalne. Tej drogi unikamy z determinacją wyśmiewaną przez jej wielbicieli, ale też nieufnie przyjmowaną przez kołtunerię widzącą w każdym nagim ciele zgorszenie i grzech. Historie, w których nie brak cielesności i seksu zawierają często wysoki morał skuteczniej, niż słodkie przygody niewiniątek. Stąpamy więc w poszukiwaniu arcydzieł po wąskiej krawędzi pomiędzy fałszywym upiększaniem, a równie nieuczciwym zohydzaniem człowieka, w poszukiwaniu prawdy o poszczególnych osobach i o nas jako gatunku. Ta droga prowadzi nas, jak wielu innych, do Szekspira. To on zawarł w swoich genialnych tekstach największą sumę wiedzy o tym, kim jesteśmy. To on jest wyspą na oceanie rozpaczy i bezsilności. To jego dorobek od kilkuset lat podtrzymuje w nas wiarę w sens teatru, a z czasem w sens teatru operowego. Rozumiał to wielki Verdi dając się, po piętnastu latach milczenia, namówić do powrotu na scenę i skomponowania dwóch ostatnich arcydzieł „Otella” i „Falstaffa”. Rozumie to Izadora Weiss sięgając po raz trzeci do Szekspira w kreowaniu swoich spektakli opowiadanych językiem tańca, ale przecież tych historii, które kiedyś powstały w wyobraźni genialnego Stratfordczyka. Te dwie premiery w Operze Bałtyckiej – „Otello” i „Burza” nazwane przez nas wiosennym projektem „Wyspa – Szekspir” są hołdem dla niego i aktem solidarności ze wszystkimi, którym jego dzieło jest bliskie. Jakże znamienne jest to, że właśnie w Gdańsku jest ich tak znacząca ilość. Właśnie tu, gdzie istnieje od lat wspaniały festiwal tego dramaturga i gdzie powstał po latach wysiłków niezwykły Teatr Szekspirowski, Opera Bałtycka prezentuje swój podwójny projekt w przekonaniu, że odnajdzie się w nim każdy, komu nasz system wartości leży na sercu.

<< Wróć do poprzedniej strony