Wielka Ewa

Zakończył się konkurs na nowego dyrektora opery we Wrocławiu. To oznacza, że z tego stanowiska odchodzi z końcem sezonu jedna z najwybitniejszych liderek naszego środowiska. Dyrektor Ewa Michnik jest warta poważnej książki, ale niech ta moja skromna laudacja będzie impulsem do jej napisania przez kogoś kompetentnego z grona jej wielbicieli, a jest to grono niemałe.

Miałem zaszczyt być przez wiele lat jej przyjacielem i wiernym uczniem w trudnej dyscyplinie zarządzania operową instytucją. Podziwiałem ją, mimo różnic w naszych systemach wartości estetycznych. Byłem jej wiernym reżyserem i zawdzięczam jej bezcenne wzruszenia na naszych wspólnych premierach i podczas licznych podróży artystycznych, jakie przez długie lata współpracy dane nam było odbyć. Jest wspaniałym opiekunem swoich artystów i pracowników teatralnych, ale jest też niezawodnym opiekunem tych, którzy znaleźli się w potrzebie. Niejeden raz odczułem, ile znaczy jej pomocna dłoń w sytuacji, kiedy ziemia usuwała mi się spod stóp. Jej życiowa mądrość idzie w parze ze wspaniałą kobiecą intuicją, pozwalająca bezbłędnie rozpoznać kto kim naprawdę jest, mimo sprytnych masek, jakie się rutynowo zakłada stając przed potężnym dyrektorem.

Była rzeczywiście potężna dzięki swojej umiejętności zarządzania wielkim organizmem, jakim jest opera i dzięki talentowi do zjednywania sympatyków dla swoich wspaniałych, pełnych rozmachu projektów. W pozyskiwaniu życzliwości władz i sponsorów nie miała sobie równych w Polsce. Może tylko Waldemar Dąbrowski może się mierzyć z nią w tej dyscyplinie. Wraz ze Sławomirem Pietrasem tych troje pozostanie już na zawsze w panteonie największych dyrektorów naszych czasów. Ale Ewa w ich gronie odznacza się jeszcze tym, że jest wybitną artystką. Jej dorobek muzyczny jest imponujący. Wszechstronność zainteresowań od baroku po muzykę współczesną, uczyniła z niej jednego z najznakomitszych dyrygentów operowych w naszym kraju. Opera we Wrocławiu osiągnęła pod jej rządami wysoki poziom wykonawczy, o jakim wiele europejskich teatrów może sobie pomarzyć. Bezkompromisowość i niezwykła pracowitość siłą rzeczy udzielała się nam, pracującym pod jej kierunkiem, artystom różnych dyscyplin. Do legendy przejdzie jej punktualność w rozpoczynaniu każdej próby, jej bezwzględne egzekwowanie tego wszystkiego, co kompozytor umieścił w partyturze, jej wymaganie od każdego wykonawcy szacunku dla muzyki i sceny teatru, która była dla niej całym światem.

Mam nadzieję, że jeszcze nie raz stanie za pulpitem w jakimś gościnnym teatrze. Szkoda, że i ja odchodzę z gdańskiej dyrekcji, bo z pewnością namawiałbym ją do zadyrygowania w Operze Bałtyckiej. Mam nadzieję, że jeszcze przez długi czas będzie dla nas wzorem niezłomności i twardego charakteru. Ale przede wszystkim mam nadzieję, że kiedyś przed operą we Wrocławiu, najlepiej tam, gdzie opętani związkowcy stawiali jej na złość drogowskaz do Bochni, kiedy zaczynała swoje dyrektorowanie po opuszczeniu Krakowa, że tam właśnie stanie pomnik Wielkiej Ewy, dzięki której Wrocław pokochał sztukę operową.

<< Wróć do poprzedniej strony