Tezy o męskim szowinizmie z moich wywiadów przed premierą “Cosi Fan Tutte”

- Cała moja działalność operowa, a spektakl „Cosi fan Tutte”, który ostatnio wyreżyserowałem, jest jej kolejnym elementem – to walka o moją tożsamość. Rozrachunek z własnym męskim szowinizmem jest dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy w życiu. Skrzywdziłem wiele kobiet. Kiedy wreszcie spotkałem tę najważniejszą wielką miłość, robię z tym porządek. Cały świat powinien się starać odnaleźć prawdziwe partnerstwo. To nie kończy się na równych prawach wyborczych i pensjach. Kobietom ma być wolno wszystko to, co wolno jest mężczyznom. Przede wszystkim w sprawach seksu. Kobiety mają prawo do poligamii na równi z mężczyznami. Mają prawo wybierać sobie partnerów i pierwsze dawać im znać o tym wyborze.

- „Cosi Fan Tutte” jest opowieścią o szkodach jakie naturalna męska impotencja przynosi światu. Mężczyzna, który nie jest już sprawny seksualnie, ani atrakcyjny, powinien siedzieć w ogródku, hodować kwiaty i nie przeszkadzać ludziom cieszyć się życiem. On jednak dalej chce rządzić, kierować światem, dominować nad kobietami i jakże często mścić się za swoje niepowodzenia płciowe. Buduje teorie, całe systemy, religie i prawa, by podporządkować sobie kobiety, które podejrzewa, że nim gardzą.

-Ze zdumieniem tropię łatwość z jaką mówimy „kurwa” o kobiecie. Ileż to nam, mężczyznom załatwia różnych rzeczy! Ile daje przewagi i możliwość manipulacji! Fakt, że to słowo weszło do języka w charakterze przecinka – nie jest wynikiem przypadku. Degradowanie etyczne kobiety, naruszanie jej godności przy pomocy tego słowa jest męskim narzędziem porządkowania świata.

- Jak kret zapłodni samicę, to zakleja jej dziurkę gliną, żeby nikt więcej już mu nie namieszał. Cała tradycja obrzezania kobiety nie jest niczym innym. Ten straszliwy zwyczaj manifestuje, że wartościową żoną jest kobieta, która ma wycięte wszystko, co ją pobudza do seksualności. Jednocześnie jest zaszyta, a mężczyzna rozcinając jej waginę w noc poślubną ma pewność, że potomstwo będzie jego. To barbarzyństwo jest na szczęście coraz powszechniej potępiane i zakazywane, ale jego echa tkwią w wielu społecznych obyczajach. Coś, co trwało setki lat, nie zatrzyma się w dekadę. Zwłaszcza, że tę wolę męską z pokolenia na pokolenie przekazują ciemne matki.

- Zwycięstwem jest przedłużenie własnego życia, a nie cudzego. Wszystko co robi mężczyzna, od zaszywania afrykańskiej dziewczynki, po budowanie rozmaitych ideologii, ma temu służyć. Istotą tych zachowań jest potrzeba pewności ojcostwa. Ale cywilizacja wreszcie uporała się z tym lękiem. Mamy testy genetyczne i nikt nie musi się już martwić, czy wychowuje rzeczywiście swoje dzieci i na nie pracuje.

- Samolubny gen, który napędza mężczyzn, każe im postrzegać świat, jako arenę walki. Straszliwy nakaz, jaki wysyła testosteron – „pieprz i zabijaj” sprawił, że mężczyźni urządzili świat źle. Oparli jego zasady na przemocy fizycznej i zniewoleniu kobiet. Ktoś mógłby mi zarzucić, że traktuję sprawy zbyt biologicznie, widząc źródło całego zła w testosteronie, ale to on dyktuje tryb męskiego życia – jego nakaz jest dzisiaj anachronicznym przekleństwem. Przestaliśmy latać po lasach jako dzikusy, jeść surowe mięso i rzucać się na każdą kobietę, która nam się spodoba, ale DNA nadal produkuje testosteron. Jeżeli dziś mówimy o równouprawnieniu, to musimy zmienić się również fizycznie. Nie możemy dalej kultywować obsesyjnie swojej prężności i siły drapieżników. Przyszłość należy do stosunków partnerskich, a nie właścicielskich.

- Przez długie lata miałem określony stosunek do gejów, reagowałem jak wszyscy „prawdziwi” faceci – z pogardą i wstrętem. Dziś wiem, że potrzebna jest na ten temat powszechna refleksja i rewizja odwiecznych uprzedzeń, ale nie dlatego, że Areopag Unii Europejskiej, czy Amerykańska Komisja Zdrowia tego żądają, bo to są konkretni ludzie, z których poglądami nie muszę się zgadzać. Gdy widzę jednak kiboli, którzy niosą transparent „pedały do gazu” muszę bardzo szybko podjąć decyzję po której stanąć stronie. Moja nienawiść do agresywnych, faszyzujących głupków jest bez porównania większa, niż niechęć do całowania się z kolegą. Mam przyjaciół homoseksualistów, których bardzo szanuję. Przez wiele lat pracowałem z wielkim scenografem Andrzejem Majewskim, który był takim typowym artystą-gejem, bardzo wyrafinowanym. Kochałem go i słuchałem w wielu sprawach, niekoniecznie łóżkowych.

Zacząłem się zastanawiać, rozbijać ten swój zatwardziały beton i doszedłem do wniosku, że w tej całej wielkiej sprawie jaką jest walka o równouprawnienie i przemianę świata na łagodniejszy i bezpieczniejszy, geje są forpocztą, awangardą idei, która mogłaby nam, mężczyznom pomóc w tych przemianach się odnaleźć. Ich sposób myślenia o życiu, o kulturze, o relacjach może nas, mężczyzn heteroseksualnych wielu rzeczy nauczyć. Czego? Że nie musimy stroić się w pióra zdobywców, zachowywać się jak dziki mucho – można być mężczyzną będąc opiekuńczym, spolegliwym, miękkim, ciepłym, grzecznym – „ciapą” właśnie. Skoro przemoc fizyczna ma zniknąć z ludzkiego świata, bycie „ciapą” nie jest wstydem, nie jest hańbą. Wręcz odwrotnie – jest być może wyższym stopniem ewolucyjnego rozwoju jak nerwice.

- Dopóki na ulicach pojawiają się transparenty „pedały do gazu”, ja nie będę się czepiał drobiazgów gejowskiej rewolucji. To że mają silne lobby w coraz większej ilości dyscyplin i pomagają sobie bez skrupułów, mnie nie przeszkadza, chociaż od lat żyję w świecie operowo – baletowym całkowicie już przez nich zdominowanym. Czasem trzeba przełknąć różne uszczypliwe uwagi o swojej twórczości. Czasem nie dostanie się nagrody, czy dotacji, ale to nie jest powód, żeby nie walczyć u boku gejów z tamtą drugą stroną pełną nienawiści i fałszywych oskarżeń. Tolerancja jak demokracja, może i ma różne niekorzystne aspekty, ale jest największym osiągnięciem ludzkości i wciąż nic jej nie przebiło. Najpierw należy skończyć z głupotą, zabobonem i ciemnogrodem, gdzie ze strachu lęgnie się nienawiść. Musi nastąpić przemiana obyczajowa, aż bycie “ciapą”, czy innego rodzaju „niemęskim” facetem, przestanie być sprawą wstydliwą, tylko stanie się wyborem drogi życiowej, którą należy uszanować. To, że środowiska gejowskie są momentami wojownicze – to jest proces przejściowy. Tak się dzieje zawsze, gdy ktoś wychodzi z mroku totalnej dezaprobaty. Dlatego uważam, że trzeba ich wspierać, bo oni w tym procesie przemiany odgrywają zasadniczą rolę. Należy gejom pomagać, bez względu na koszty, irytacje i obawy.

- Kultura sprawiła, że mężczyzna ustępuje kobiecie miejsca, puszcza ją przodem, cmoka w dłoń. Zachowujemy się „jakoś”, ale wszystko to jest obłudne, fałszywe, ta watolina okrywa agresywne marzenia, żeby dopaść i posiąść. Ta swoista schizofrenia, całe staranie się, prowadzi do tworzenia obłudnej i bardzo zakamuflowanej narracji, która jakoby tłumaczy stosunek mężczyzn do kobiet. To są te slogany dotyczące wierności i partnerstwa, których nadużywamy na każdym kroku. Również w „Cosi Fan Tutte”.

Zupełnie inaczej te problemy i rozmowy wyglądają w krajach, gdzie nie ma takich restrykcji religijnych jak w Polsce. U nas każde słowo trzeba ważyć, bo od razu jest się albo po stronie Matki Boskiej albo po stronie szatana. Polaryzacja jest tak zdecydowana – dwa bieguny, plus albo minus. Cokolwiek zrobisz, powiesz, pomyślisz nie tak, jak uczy kościół i już jesteś przeklęty na wieki.

- Moim zdaniem odpowiada za to bardzo skromna Reformacja w Polsce, która została szybko zdławiona, a kontrreformacja miała państwowo twórczy charakter i trwa do dzisiaj. Spowodowało to, że katolicyzm nie uznaje żadnego relatywizmu, betonując jednocześnie podział świata na władców-mężczyzn i kobiety, które im służą. Katolicyzm jest prostą doktryną, gdzie hierarchia, posłuszeństwo i podział na to co jest dobre, a co złe, jest bezwzględny – nie ma co dyskutować. Tam gdzie była reformacja, przetoczyły się różne herezje i zadomowił protestantyzm, który jest o wiele bardziej radykalny obyczajowo – ale pozwala kapłanom żyć w rodzinie i mieć jakieś pojęcie o kobiecie. Wszystko to nauczyło ludzi dyskursu z Pismem Świętym. Wierni czytali Biblię uważnie i wiedzieli, że są tam różne zawiłości. Nasi katolicy rzadko czytają. Kościół ich uczy jak rozumieć Biblię i na przykład „Pieśń nad pieśniami”. Dobrze jeśli znają Ewangelię. A przecież czytanie i rozmawianie na ten temat, prowadzenie sporów i walk religijnych – pozwoliły ludziom myśleć, o tym, że Bóg jest do dyskusji i religia jest do dyskusji, nie mówiąc już o tym, że to czego uczy kapłan, jest do dyskusji.

- Mężczyzna pozbawiony naturalnego obcowania z kobietą staje się dziwaczny i niebezpieczny. Dlatego uważam, że prawdziwa i głęboka reforma kościoła będzie wreszcie polegała na zniesieniu celibatu.

<< Wróć do poprzedniej strony