Prawda istnieje

Prawda istnieje i jest niepodważalna. Takie przekonanie odezwało się w moim sercu w czasie oglądania Areny – nowego programu redaktora Miecugowa, w którym zastanawiano się, czy prawda w internecie przegrywa z post -prawdą. Bardzo ciekawa dyskusja mądrych ludzi świadczyła, że proces relatywizacji prawdy przybiera zastraszające rozmiary i pozostawia nas w rozpaczliwej niepewności względem każdej prawie informacji.

Ale przecież żadne manipulacje słowne, żadne strategie medialne i przekręcanie faktów nie zmienią istoty prawdy, która istnieje poza naszą działalnością, poza słowami, definicjami, ocenami i chęciami. Woda paruje w temperaturze stu stopni, kamień spada na ziemię z określoną szybkością, słońce wschodzi i zachodzi, złodziej kradnie, co nie należy do niego, urzędnik przyjmuje łapówki, zbrodniarz odbiera bliźniemu życie, gwałciciel odbywa stosunek z osobą, która tego nie chce i protestuje, polityk jednego dnia deklaruje coś, a innego dnia temu zaprzecza, łotr jest łotrem, choćby nie wiem jak był wyposażony we władzę, autorytet i zaufanie, a porządny człowiek nie wyrządzi krzywdy drugiemu, nawet, jak nikt nie patrzy.

Cóż tu ma do gadania post-prawda? To tylko słowo wytrych, które w świecie politycznej poprawności ma zastąpić kłamstwo, żeby nie doszło do obrazy kogokolwiek, kto będzie miał czelność zaprzeczać rzeczywistości, bo w lawinie słów można wszystko ukryć, albo wszystkiego się wyprzeć. Można potem dochodzić w sądach wyroku usprawiedliwiającego kłamstwo, bo nie dość dobrze w sensie prawniczym było podważane. To jednak w żaden sposób nie zmienia istoty prawdy, ani nie umniejsza jej mocy. Fakty są niezależne od naszych słów, interpretacji i wyroków sądów. Słynne zdanie kończące się słowami „tym gorzej dla faktów” może fascynować tylko słabe umysły, skłonne do lekceważenia rzeczywistości, ale nie może zachwiać pewnością tych, co widzą, słyszą i rozumieją. Oczywiście, że kiedy nadchodzi czas nieuków i bezczelnych ignorantów, tracimy pewność i nadzieję, że prawda przetrwa. Powszechność kłamstwa bywa zatrważająca, ale przecież nie trzeba lękać się powszechności, bo ona zmienną jest i kapryśną. To co powszechne nie zawsze jest słuszne i prawdziwe, bo zdobywanie wiedzy wymaga wysiłku i poświęceń, więc dane jest nielicznym.

Tak, tak kolejny raz odzywam się w obronie elit. Zawsze będą znienawidzone, opluwane, wyszydzone, ale to one prowadzą ku prawdzie. W ostatecznym rachunku zawsze tak było. Oczywiście, że bywają elity fałszywe, sztucznie stworzone, sztucznie odżywiane i obdarzone pozorną mocą. Ich żywot jest jednak krótki. Głupota i pycha dokonują w ich przypadku skutecznej autodestrukcji, więc nie bójmy się ich. Ich los jest zawsze taki sam – wstyd i hańba. A te prawdziwe elity, czyli ci wszyscy, co trudzą się, by zdobyć wiedzę, umiejętności, by zrozumieć świat i kierować nim tak, by dążył w stronę dobra, a nie zagłady, zasługują na szacunek i naśladowanie. I to właśnie będzie ich udziałem, choćby ciemności ogarniały ludzkie umysły falami co jakiś czas wciąż na nowo, bez opamiętania. Jeśli się to komuś wydaje idealistyczną mrzonką, to znaczy, że nie rozumie znaczenia słowa idealizm, które z prawdą i nauką jest na bakier. Prawdziwe elity nie hołdują ideom, tylko pracy nad poznawaniem świata i przekonaniu, że on istnieje w rzeczywistości niezależnie od kategorii ludzkiego rozumu, a tym bardziej od pobożnych chęci ideologów wszelkiej maści.

Muzyka też istnieje w rzeczywistości, a nie w naszych marzeniach. Kto potrafi zagrać i zaśpiewać, ten czyni to po ciężkiej, wieloletniej pracy nad osiągnięciem mistrzostwa. Żadne jego zapewnienia, żadne kłamstwa nie mają wpływu na to, czy pięknie gra i nie fałszuje, czy tylko marzy o tym, żeby tak było. Muzyka nie znosi kłamstwa, chociaż wielu myśli, że jest bałamutna. Kiedy słyszę liczne głosy tych, co zapewniają o swoim wysokim artyzmie i krzywdzie, jaka im się dzieje, kiedy ktoś to kwestionuje, a jednocześnie ich gra, czy śpiew przeczą temu bezlitośnie, to znów powracam do myślenia o bezwzględności prawdy. Oczywiście, że można powołać się na „boską Florence”, ale przecież jej kariera nie ma nic wspólnego z muzyką. Warto o tym pamiętać.

Teatr paradoksalnie jest najbliżej tej prawdy, która mnie tak obchodzi. To żywy człowiek, którego widzę i słyszę tu i teraz. Cokolwiek on gra i jakkolwiek się ubierze, czy wymaluje, pozostaje w tej samej rzeczywistości co ja, żywy widz, którego można zwodzić i oszukiwać, ale to, co najważniejsze, czyli ciało i głos aktora nie kłamią. Demonstrują swoją osobistą prawdę w mojej obecności i oddychają wraz ze mną tym samym powietrzem w tym samym czasie. Nic tej jedności nie podważy i żadne kino, hologramy, wirtualne światy nie zastąpią obcowania artysty i widza w prawdzie sceny. Można do tego dokładać potem różne manifesty, interpretacje, recenzje i paszkwile, ale tej chwili, kiedy trwa spotkanie mojej prawdy z prawdą aktora nic nie jest w stanie podważyć.

Jeżeli tak poważnie traktuje się muzykę i teatr, jeśli w nich człowiek upatruje źródło prawdy, to warto wybrać się do opery, gdzie te dwa żywioły mieszają się ze sobą, przeplatają w misternych konfiguracjach i dają sumę, która już od dawna w powszechnym przekonaniu z prawdą nie ma nic wspólnego. A jednak proszę pamiętać, że wartość powszechnego przekonania jest problematyczna i nie rozstrzyga o wartościach w sposób ostateczny. Opera też jest źródłem prawdy, tylko podawanej w sposób tak skomplikowany, że wymaga od nas wysiłku, przygotowania i niezbędnych umiejętności, jak na przykład zdolność polifonicznego odbioru wielu bodźców, które płyną ze sceny i kanału orkiestrowego. Czy to znaczy, że opera nie jest dla wszystkich? Oczywiście. To, że każdy może sobie kupić bilet, nie znaczy, że każdy otrzyma za to pełny ekwiwalent emocji. Czy to niesprawiedliwe i obraźliwe? Ależ skąd! Przecież mecz piłki nożnej też wymaga pewnej wiedzy i wysiłku, żeby doznać pełnej satysfakcji. Bez wysiłku i wkładu własnego można tylko poleżeć gapiąc się w niebo i potem zdrzemnąć się biorąc udział w swojej indywidualnej chwili prawdy, powszechnie dostępnej każdemu sprawiedliwie i bez obrazy.

<< Wróć do poprzedniej strony