Polska muzyka

Płyta Krzysztofa Pendereckiego otrzymała w kategorii nagrań chóralnych nagrodę Grammy, czyli najważniejszą na świecie nagrodę muzyczną. To kolejny powód do dumy, jaką daje nam twórczość naszego Mistrza. To kolejny powód, żeby przypomnieć światu „iż Polacy nie gęsi...”. To wspaniała okazja, żeby osoba Krzysztofa Pendereckiego zajęła znów należne jej miejsce w panteonie autorytetów, otoczonych szacunkiem VIP-ów i artystów noszonych na rękach, czyli wspieranych skromnym budżetem kultury. Wyrażam tę nadzieję w związku z tym, że nasz flagowy kompozytor był ostatnio traktowany nieco ozięble w oficjalnych mediach i w ministerialnych ustaleniach aktualnych hierarchii. Jak wszyscy, ostentacyjnie hołubieni przez poprzednią władzę, przeżył lekcję udzielaną artystom, że czas na zmiany i teraz będą hołubieni „nasi”. Być może ten podział na „naszych” i „waszych” ma jakiś polityczny sens. Nie znam się na tym i nie rozumiem szczegółowych decyzji, bo trzymałem się od polityki z dala.

Jednak znam się na tym, że tacy twórcy jak Penderecki, Wajda i paru innych nie podlegają radosnym zmianom na lepsze. W ogóle nie podlegają zmianom. Są jak kamienie milowe na drodze naszego rozwoju i są niezniszczalni, bo już za życia stali się nieśmiertelni. Są i będą naszymi autorytetami, choćby nie wiem jakie tendencje powstały chwilowo w zarządzaniu kulturą narodową. Warto, żeby ludzie, którzy o niej decydują, respektowali fakty, które są jak pewniki matematyczne. Wielcy artyści i wysoka sztuka nie są wymysłem elit, ani ich własnością! Ten fałszywy przekaz, jaki jest wysyłany do mas, przypomina epokę hunwejbinów. To przecież nie ma sensu i dodaje niepotrzebnie kolejną porcje wstydu na cały świat. Wielka sztuka jest dobrem narodowym i własnością każdego Polaka. Nawet jeśli nie jest entuzjastą tej, czy innej dziedziny sztuki, nawet, jeśli nie każde dzieło jest dla niego zrozumiałe, to warto go utwierdzać, że wysokie góry są piękne, nawet jeśli się na nie nie wspinamy. Zamiast uczyć prostych ludzi, że autorytety są względne i wcale nie trzeba ich podziwiać, bo najniższe gusty masowego odbiorcy są tyle samo warte, co wyrafinowane sądy specjalistów, słuszniej jest utwierdzać wszystkich w przekonaniu, że wielcy artyści nigdy nie gardzili prostymi ludźmi. Gardzi nimi tylko głupiec i pyszałek. Taki z pewnością żadnego wielkiego dzieła nie stworzy.

Od lat uparcie protestuję przeciwko zalewowi coraz większych obszarów sztuki przez pop kulturę. Mówią mi, że to wołanie kota na puszczy, że to praca Syzyfa, że niepotrzebne nerwy i trud. A jednak uważam, że takie dawanie świadectwa prawdzie, że sztuka jest hierarchiczna, że nie każdy może konsumować ją bez wysiłku, że wymaga przygotowania i edukacji w wielu przypadkach, jest potrzebne. Sztuka jest wspólnym skarbem i jest głęboko demokratyczna, bo od czasów Renesansu próbuje gloryfikować człowieka, czyli każdego z nas. Próbuje nadać sens naszemu ludzkiemu życiu i uświadomić nam w wielu wybitnych dziełach, że każde ludzkie życie jest bezcenne i że jednocześnie wzniosłą sprawą jest poświęcić to życie dla dobra bliźniego, czy jakichś wyższych racji jak Bóg, Honor, czy Ojczyzna. Przecież o to wam chodzi, prawda? A tego właśnie uczył Wajda w swoich dziełach. Tego uczy muzyka Pendereckiego, jeśli jej uważnie posłuchamy. Natomiast z pewnością nie uczy tych wszystkich rzeczy muzyka disco-polo, którą nierozważni ideolodzy „dobrej zmiany” wprowadzają na salony telewizji publicznej i chcą uczynić z tych prymitywnych rytmów i grafomańskich tekstów główne danie kulturalne dla mas, tylko dlatego, że masy w pierwszym odruchu wesoło temu przyklasną.

Ale masy nie są stadem baranów. Miałem w rodzinie wspaniałą nianię z głuchej wsi, która ukończyła tylko cztery klasy. Była bardzo mądra i wrażliwa. Człowieka widziała na wylot i odróżniała dobro od zła bez pudła. Kiedy zabierałem ją czasami do opery na moje spektakle, wzdychała ciężko, poświęcała się i siedziała jak na tureckim kazaniu, Jednak gdy udało jej się wsłuchać w jakieś fragmenty, płakała i mówiła „To bardzo trudne, ale bardzo piękne”. Tego przez kilka lat naszej współpracy uparcie uczył mnie nieodżałowany Stefan Sutkowski. Kiedy miałem jakieś wątpliwości sprawie wsłuchiwania się w głos ludu i jego potrzeb, powtarzał: „Niech pan nie zapomina, panie Marku, że pańskimi kolegami są Mozart i Strawiński. Ich głosu trzeba słuchać.” Nie tylko mnie to powtarzał. Był nauczycielem wielu z nas i z pewnością postaramy się nieść dalej kaganek jego uporczywej wiary w sens obrony najwyższych wartości artystycznych, bez względu na to, czy to się podoba wielkiej rzeszy, czy tylko skromnej garstce. Jego Opera Kameralna jest takim właśnie miejscem, gdzie wierność wobec Mozarta będzie z pewnością kultywowana na chwałę muzyki polskiej właśnie. Nie dla wszystkich ten związek jest oczywisty i zrozumiały, ale wystarczy nas tylu, ilu to rozumie. Ta skromna grupa będzie polskiej muzyce skutecznie służyła, bez patetycznych deklaracji i prostej przekładni, że dla Polski jest dobre tylko to, co polskie.

<< Wróć do poprzedniej strony