Pan Klejąca Łapka

Pamiętam taką postać z jakiejś bajki w dalekim dzieciństwie. Postać w sumie sympatyczna i nieszczęśliwa. Wszystko przyklejało mu się do łapek i smutny znosił te łupy do domu, pod warunkiem, że nikt go po drodze nie obił za, bądź co bądź, kradzieże. Taką już miał naturę i tłumaczył, że nie robi tego specjalnie. Być może ta postać miała oswoić dzieci z powszechnym i bezkarnym w tych czasach złodziejstwem wszelkiej maści. I dzisiaj nasila się tendencja, by drobne kradzieże traktować pobłażliwie i nadawać im status małej szkodliwości społecznej. Wielkie sklepy mają w budżecie zaplanowaną stratę na ten cel i wiadomo, że brzęczyki przy drzwiach nie dają skutecznej ochrony przed urwipołciami i rzezimieszkami, jak ich w średniowieczu nazywano. Przyłapanym wtedy na gorącym uczynku ucinano klejącą łapkę i było po kłopocie. Na szczęście ten barbarzyński zwyczaj mamy za sobą i poza ochrzanem w biurze ochrony, złodziejaszkom praktycznie nic nie grozi.

Myślę o tamtej postaci w związku z rozpowszechnionym w świecie sztuki problemem plagiatu. Zdarza się, że wściekły twórca podaje kogoś do sądu, że ukradł mu pomysł, scenę, sformułowanie, czy wręcz całą kreację bez pytania o zgodę, a tym bardziej bez podzielenia się niemałym często honorarium. Zdarza się nawet, że sąd przyzna rację poszkodowanemu i po przeanalizowaniu jednej i drugiej twórczości zasądza odszkodowanie. Czasami bardzo wysokie. Takie przypadki zdarzają się jednak sporadycznie, bo stwierdzenie faktu kradzieży w dziedzinach artystycznych jest niezwykle trudne. Trzeba przenikliwie skonfrontować ten fakt ze zjawiskiem powszechnie nam panującej inspiracji obejmującej cały glob i w czasach You Tuba dostępnej na kliknięcie w telefonie. Jak odróżnić fascynację czyimś osiągnięciem, albo zacytowanie pełne zachwytu i pokory od zwykłego złodziejstwa? Wiele razy widziałem artystów bijących na alarm, że ktoś im coś ukradł, w sytuacji, gdy było to jedynie pełne pokory naśladownictwo formy, stylu, czy światopoglądu.

Nauczyłem się w związku z tym daleko idącej ostrożności nie tylko w podawaniu do sądu podobnych przypadków, ale wręcz w osobistych żalach wśród najbliższych, że czuję się pokrzywdzony, bo ktoś mi ukradł to, co było w moim odczuciu własnością chronioną prawem. Nie wierzę, że prawo obroni nas przed „klejącą łapką” innych artystów, bo często sami nie zawsze wiemy, co nam się niechcący przykleiło od innych. Świat sztuki to wielki tygiel, gdzie dzisiaj wszystko się miesza i stapia we wspólne dobro. Ale wierzę, że istnieje jednak elementarna przyzwoitość, która jest darem natury w każdym z nas. To ona stoi na straży. Bo w swoim sumieniu każdy artysta po chwili zastanowienia wie, czy to, co mu do łapki się przykleiło jest hołdem dla innego artysty i inspiracją, czy sprytnym złodziejstwem, którego należy się wstydzić i może jakoś to naprawić, żeby świat nie uznał nas za rzezimieszka i urwipołcia. Chyba, że należymy już do takiej awangardy burzycieli wszelkiej moralności, że te niegodne etykietki traktujemy jako powód do dumy. Wtedy, proszę bardzo, obnośmy się ze swoją pogardą dla cnót do woli, ale nie dziwmy się, że któregoś dnia dostaniemy od poszkodowanego po pysku.

<< Wróć do poprzedniej strony