Opera Bałtycka w Chinach

Na początku września odbyła się pierwsza edycja Festiwalu Opery i Baletu w Grand Theater w Tianjin, jednej z czterech wielomilionowych stolic regionalnych Chin. Na uroczyste otwarcie tego festiwalu zaproszona została Opera Bałtycka ze swoim spektaklem „Madame Curie” Elżbiety Sikory w inscenizacji Marka Weissa. Przez dwa wieczory dwutysięczna publiczność chińska owacyjnie oklaskiwała na stojąco gdańskich artystów. To gorące przyjęcie zaowocowało zaproszeniami na kolejne edycje festiwalu zarówno Bałtyckiego Teatru Tańca ze „Snem nocy letniej” Izadory Weiss, jak i opery Krzysztofa Pendereckiego „Ubu Rex” w inscenizacji Janusza Wiśniewskiego. Ten sukces był tym cenniejszy, że według słów dyrektora festiwalu pana Qian Chena tamtejsza publiczność miała okazję po raz pierwszy zetknąć się z operą współczesną i jej zachwyty są dowodem na wysoką jakość artystyczną polskiej prezentacji. Jest to powód do dumy dla Opery Bałtyckiej tym bardziej, że została ona wysłana na ten festiwal przez znakomity Instytut Adama Mickiewicza, jako reprezentacja kultury polskiej w ramach wielkiego projektu azjatyckiego. Jest też powodem do dumy dla wszystkich uczestników tej wyprawy to, że mimo bardzo długiej podróży i dramatycznie krótkiego czasu na próby i adaptację dokonali wspaniałego wysiłku, żeby zaprezentować to niełatwe dzieło w sposób przejmujący i wiarygodny.

Cieszymy się, że pierwsze dzieło z długo zapowiadanego przez nas cyklu „Opera Gedanensis” ma już na koncie tyle sukcesów. Od prapremiery w Paryżu, transmisji na żywo w radiowej „dwójce”, poprzez nagranie filmowe uhonorowane nagrodą francuskich wydawców i liczne spektakle w Gdańsku przyjmowane gorąco przez naszą publiczność, aż do chińskiego festiwalu to, jak na współczesne dzieło operowe poświęcone wielkiej uczonej, żywot burzliwy i imponujący. Nie byłoby to możliwe bez wspaniałej pracy zespołów Opery Bałtyckiej: orkiestry, chóru i ekipy technicznej oraz solistów z całej Polski, którzy jak zawsze stanowią koronę naszego teatru. Mimo nietypowej struktury zatrudnienia, gdzie na etacie mamy tylko jednego tenora, soliści gościnni są zawsze niezawodni, przyjeżdżają do nas solidnie przygotowani do występów, nigdy nie chorują, a dalekie wyjazdy i konieczność pewnych wyrzeczeń, które się z nimi wiążą, jak dotąd, nie odstraszyły żadnego z nich. To daje nam prawo wierzyć, że taki właśnie model teatru operowego sprawdza się w Polsce znakomicie. To daje nam prawo przypuszczać, że następne pozycje z naszego cyklu oper współczesnych pisanych dla nas na zamówienie przez wybitnych kompozytorów będą się cieszyły takim samym powodzeniem i równie burzliwym życiem scenicznym.

Vivat Bałtycka, Vivat Gdańsk, Vivat Pomorze!

<< Wróć do poprzedniej strony