Mistrzowi Pietrasowi ku pamieci.

Nie ma, Sławku, sprawiedliwości na świecie. Ironiczny dowód na jej istnienie w Twoim felietonie „Słowa wsparcia i otuchy” uważam akurat za wielką niesprawiedliwość, bo to, co robiłeś w Bydgoszczy należało do arsenału gadek, jakie rozsławiły Cię w świecie melomanów i przysparzało wielbicieli o tym samym zapale jaki otacza divy operowe i tercety tenorów. Byłeś i z pewnością wciąż jesteś mistrzem operowej oracji, którą podziwiam od trzydziestu z górą lat. Gdybym miał środki finansowe na taki festiwal, jak w Bydgoszczy, natychmiast zaproponowałbym Ci jego prowadzenie, nie bacząc na to, że pewnie byś mi odmówił, żeby nie stać na tej samej scenie, gdzie tworzy swoje genialne spektakle znienawidzona przez Ciebie Izadora Weiss. Cenię Cię również za to, że perfidne ataki na jej dobre imię podpisujesz swoim znakomitym nazwiskiem w przeciwieństwie do anonimowych opluwaczy internetowych. Dzięki temu mogę odpowiedzieć na kolejną zaczepkę z prawdziwą satysfakcją, bo tak naprawdę nie ma z kim już pogadać.

Ironiczny jest również i tytuł Twojego felietonu, w którym pod płaszczykiem poparcia wbijasz mi tu i ówdzie swoje jadowite żądło. Mimo że czytasz wszystkie teksty po łebkach, spróbuję Ci wyjaśnić kilka pomyłek, które opublikowałeś adresując je pod moim adresem.

- Nie recenzuję na blogu swojej reżyserskiej działalności. Nie ma tu samochwalstwa. Chwalę tylko od czasu do czasu niektórych moich artystów, kiedy pozwalają mi swoimi osiągnięciami podtrzymać wiarę w sens mojej pracy.

- Nie polemizuję z recenzjami, ani ich nie uzupełniam, bo są tak dobre i wyczerpujące, że mogę tylko z wielką radością wywieszać je na tablicy. W ostatnim blogu wyjaśniłem tylko grzecznie jednemu z recenzentów, dlaczego damy akompaniujące w recytatywach siedzą na widowni.

- Nie zgadzam się z Tobą, że kierująca z tylnego fotela matka, albo konkubina, córka, kuzyn, czy gejowski partner są czymś lepszym niż ślubna żona. Rzecz w tym, jaka to osoba i czy jest artystą, czy grafomanem. Jako odwieczny wróg kontraktów ślubnych, a jednocześnie, o ironio, świadek na moim ślubie, przeceniasz wpływ tegoż kontraktu na stopień zagrożenia nepotyzmem. Mam nadzieję, że twój postulat skierowany do Ministra w sprawie unormowania tego ustawą nie znajdzie poparcia. Chociaż…

- Jako wykształcony i wprawny retor używasz figury, że przemawiasz w imieniu środowiska. Prawda jest taka, że nie jesteś już jego rzecznikiem, jak przed laty, więc Twoje opinie na temat talentów nie mają mocy powszechnej. Starzejemy się, Sławku i możemy się wypowiadać tylko w swoim imieniu, bo „środowisko” to inne pokolenia.

- Nie mam najmniejszych pretensji o wyrzucenie mnie z Poznania, bo tyle było w tym mojej winy, że sam bym się wyrzucił na Twoim miejscu. Nie mogę Ci natomiast darować, że nie kiwnąłeś palcem w mojej obronie, kiedy z Warszawy kazał Ci mnie wyrzucić Treliński. Sprawiedliwości stało się zadość, gdy w krótkim czasie wyrzucił Ciebie.

- Jeśli chodzi o Izadorę, przestałem żałować, że nie widziałeś jej ostatnich spektakli i fundujesz swoje oceny na podstawie jej wstawek operowych z Poznania. Kiedy prasa brytyjska uznała jej „Sen nocy letniej” za najlepszą premierę teatru tańca na świecie w 2013 roku, a jej BTT jedzie teraz na festiwale do Turcji, Chin, a za rok do Londynu, Twoje opinie na jej temat nie mają najmniejszego znaczenia i nie wywołują we mnie uczucia wrogości, tylko politowania.

<< Wróć do poprzedniej strony