Fundamentalizm

Niewiele spraw wyprowadza mnie z równowagi tak, jak bezczelne kłamstwa demagogów i mówców wszelkiej maści, którzy szermując popularnymi hasłami wzbudzają entuzjazm w poczciwych tłumach i budzą nadzieje, że dzięki ich złotoustej gadce wszystko w mgnieniu oka zmieni się na lepsze. Obserwując ich codzienne występy i straszliwe szkody jakie przynoszą ich kłamstwa, zastanawiam się, na ile moja i mnie podobnych działalność artystyczna jest również mamieniem naiwnych, że świat zbudowany jest na pięknych i mądrych zasadach. W moich spektaklach staram się pokazywać zwycięstwo dobra nad złem, wyższość racji moralnych nad żądzą zysku i przemocą.

Ale przecież dokoła jest zwykle odwrotnie. Z przerażeniem widzimy wszyscy, jak zwodzą ludzie odpowiedzialni za ład społeczny i sprawiedliwość. Od matek pozostawiających swoje dzieci na pastwę losu, zapijaczonych ojców bijących bez opamiętania, poprzez prokuratorów i sędziów w gorącej sprawie dopalaczy, kapłanów, czyli strażników sumień, opiekunów sierot, przywódców partyjnych najróżniejszych opcji aż po szefów państw, takich jak Grecja w ostatnich miesiącach, czy wreszcie Papieża, w którego ogrodach spacerują bezkarnie pedofile. Wszędzie pełno przykładów przepaści oddzielającej słowa od czynów, obietnice od ich realizacji. Gdzie jest więc ten piękny świat, o jakim wszyscy marzymy, o jakim piszą poeci, o jakim komponują swoją boską muzykę wielcy kompozytorzy? Czy chociaż trochę zbliżyliśmy się do niego? Czy to tylko złudzenie spowodowane większą czystością i higieną naszego życia, postępem medycyny, komunikacji, telefonii komórkowej i internetu? To prawda, że tortury oficjalnie zostały zniesione, wolność jednostki oficjalnie uznana, nie pali się heretyków na stosach, a ludzie o innym niż biały kolorze skóry mają zagwarantowane te same prawa. To prawda, że Żydów i Romów nie posyła się już do komór gazowych, kalek nie strąca się z Tarpejskiej skały, a seksualne uciechy dostępne są nawet najbiedniejszym i nie uchodzą za dzieło szatana tak powszechnie jak kiedyś.

A jednak świat ulepsza się przeraźliwie powoli, a w miejsce zlikwidowanych czarnych plam pojawiają się nowe, jeszcze groźniejsze. A ja tymczasem upieram się, że opery Mozarta i Verdiego mają szlachetne przesłanie i budzą optymizm swoim nieśmiertelnym pięknem. Dlaczego się upieram? Bo ludzie tego oczekują? Ale przecież ja też wierzę, że człowiek jest tak urządzony, że woli dobro i miłość, niż zło i nienawiść. Wierzę w to, mimo chwil rozpaczy, że coś się w tym założeniu nie zgadza, a ja tym samym dołączam do grona oszustów wciskających ludziom kit. Czym się różnię od tego grona, jeśli się różnię? Otóż różnica jest taka, że my artyści nie obiecujemy, że załatwimy ludziom lepszy świat. My staramy się pokazać, że każdy może sobie swój świat ulepszać, jeśli pozostanie wierny wartościom, których hierarchia nie powstała teraz, tylko była budowana przez sto pokoleń.

Każdy wieczór wzruszeń w moim teatrze przekonuje widza, że jego intuicja moralna jest słuszna, że jego poczucie winy i oczyszczenie jakiego doznaje przeżywając sceniczny dramat, są związane z głębokimi pokładami sumienia, gdzie istnieje jakiś fundament niezależny od wykształcenia, światopoglądu i charakteru. Ten fundament przeważnie ma swój religijny rodowód, ale z biegiem lat okazuje się, że religia nie jest warunkiem jego istnienia. Może mamy go w genach i dodatkowo przekazujemy prawdę o nim swoim dzieciom w mozolnym procesie wychowawczym. Tutaj właśnie widzę naszą misję. Wspierać ten mozolny proces.

Wartości nie są oszustwem. One istnieją bez względu na mody, ideologie i demagogów. A więc nie ma kitu w operach Mozarta i innych mistrzów. Nie ma go w arcydziełach literatury i filmu. Nie jesteśmy oszustami, tylko strażnikami niepopularnych prawd. Nie zawsze uda nam się stworzyć arcydzieło, ale to już zupełnie inny problem. Nie wszyscy artyści czują się strażnikami. Wielu z nas przeszło na ciemną stronę mocy i służy destrukcji tego fundamentu. Cała rzesza artystów nienawidzi wartości, bo czuje się pokrzywdzona i marzy o odwecie. Ale ci zdrajcy to jeszcze inny problem. Mnóstwo problemów z tym fundamentem wartości. Taka już ich wzniosła natura. Mało gdzie widać to tak dobitnie, jak w operze.

<< Wróć do poprzedniej strony