Fakty

Wielu ubolewa, że nasz piękny kraj wciąż za mało jest nasycony racjonalnym myśleniem. Umiłowanie poezji kojącej nam rany od stuleci ustaliło taki system wartości, w którym na zaszczytnych miejscach mamy różne odmiany magicznego myślenia, a poniżej lekceważone, a często wzgardzone, znajdują się cnoty związane z wiedzą, logiką, rozumieniem związków przyczyn ze skutkami i rzetelna analiza faktów. A przecież to fakty właśnie są bytami najczystszymi i niepodważalnymi, których żadne nasze widzimisię nie zmieni, ani polityczna histeria nie usunie. Gdzieś na zewnątrz naszych zmysłów i władzy sądzenia istnieje przebogata rzeczywistość. Badanie jej, studiowanie praw nią rządzących i zachwyt, jaki budzi jej sposób trwania w czasie i umiejętność przemawiania do nas, funduje więcej emocji niż wszystkie bajki i fantazje razem wzięte.

A jednak magia i zabobon bliższe są sercu człowieka, co tak pięknie wyznał Mickiewicz w balladzie „Romantyczność”. Był wtedy młody i, jak każdy w jego wieku, wierzył w sens gwałtownej przemiany świata. Wyraził to dobitnie w „Odzie do młodości”. Był urodzonym rewolucjonistą i takiego go pokochaliśmy. Nie jest popularny jego wizerunek z ostatnich lat, kiedy od dawna wyrzekłszy się poezji, a z czasem i religijnego mistycyzmu, tworzył Legion Polski w Turcji, by walczyć o Ojczyznę bardziej konkretnie, niż piórem.

Racjonalizm, pozytywizm, empiria, nauka i technika, banki i giełdy, plan Balcerowicza i szkoły od lat sześciu, a praca do lat sześćdziesięciu siedmiu – wszystko to są zagadnienia traktowane przez naszych romantyków pogardliwie. Zasypują nas wielkimi słowami, hasłami, ideami i sentymentami maskując ignorancję i niechęć do rachunków. Słucham ich z coraz większym obrzydzeniem, ale też ze smutkiem, bo sam nie tylko wychowałem się na poezji i kulcie romantycznego ducha, ale przez wiele lat byłem aktywnym wychowawcą w tej dziedzinie tworząc spektakle, w których magiczne myślenie i zaklęcia stawiałem wyżej, niż prawdę o faktach. Byłem fanatykiem powstańczych zrywów w naszej historii, skakałem do gardła każdemu, kto ośmielił się wątpić w ich wyższy sens. Teraz po rzetelnych studiach nad faktami zgadzam się z poglądem, że decyzja, by nie odwoływać wybuchu Powstania Warszawskiego w momencie, kiedy generałowie otrzymali wiedzę i pewność, że siły niemieckie są większe niż przypuszczano, że Stalin wstrzymał ofensywę, a zachodni alianci nie dotrą z pomocą – ta decyzja posłania na śmierć żałośnie uzbrojonej młodzieży była haniebna. Powstanie Styczniowe tragicznie nieprzygotowane i wzniecone w najgorszym możliwym momencie historycznym zawdzięczało klęskę ignorancji swoich przywódców. I wreszcie ta dzisiejsza wrześniowa rocznica tak boleśnie uczy nas, jak kończy się feeria przechwałek i braku kompetencji w obliczu źle rozpoznanej siły przeciwnika.

Te gorzkie myśli przychodzą mi do głowy w czasach, kiedy nasila się tupet demagogów nie tylko w naszym kraju. Wystraszona Europa, wystraszona demokracja zachodnia stoi przed koniecznością gwałtownej rewizji swoich wartości. Męty polityczne i wszelkiej maści łobuzeria szykują się do wielkiego skoku na możliwość kreowania prawdy wbrew faktom i racjonalnemu o nich myśleniu. Może teatr powinien stać się teraz kuźnią prawdy, a nie magii. Może opera z jej muzycznym kośćcem, tak bardzo pokrewnym matematyce i logice, powinna pomóc nam w odzyskaniu zaufania do rozumu, który stanowił o potędze człowieka nie mniej, niż ideologie i romantyczny patos wielkich słów? Tylko jak pogodzić prozę faktów z iluzją teatru i jego uzależnieniem od wzniosłej poezji? Oto jest pytanie. Oto jest zadanie. Oto rozważania w przeddzień przystąpienia do pracy nad „Strasznym Dworem” Moniuszki, który jak Matejko i Sienkiewicz poświęcił się „pokrzepianiu serc”. Można by do rana dyskutować, ile z tego pokrzepiania narodziło się nieporozumień i bolesnych rozczarowań.

<< Wróć do poprzedniej strony