Dzień Muzyki to za mało

Na cześć i ku chwale muzyki padło słów bez liku. Sam wypisuję, gdzie się da apele o zwiększenie jej obecności w polskim życiu. Zaniedbana przez lata edukacja muzyczna w naszym kraju daje o sobie znać poważnym obniżeniem poprzeczki przyswajania przez masowego odbiorcę muzyki trochę bardziej skomplikowanej niż popularne przeboje. W mediach króluje amatorskie granie i śpiewanie każdego, komu przyjdzie ochota zaprezentować swoje możliwości. Akceptacja tego żałośnie niskiego poziomu rytmów i melodii pociąga za sobą wysyp, pożal się Boże, sezonowych gwiazdek, których promocja zależna jest od różnych spraw z wyjątkiem jakości ich muzyki. To że miernoty pchają się do spotkania z publicznością jest zjawiskiem normalnym i odwiecznym, ale to że publiczność te spotkania znosi i akceptuje, jest zjawiskiem nowym i bolesnym. Znaczy to, że kryteria popkultury stały się normą i biada tym, co podnoszą na nie swą pyszałkowata dłoń. A jednak, z okazji Międzynarodowego Dnia Muzyki warto przypomnieć, że chociaż wszystko może być muzyką, to jej nieubłagana hierarchiczna konstrukcja wymaga stałej czujności i obrony.

Muzyka muzyce nierówna. Żadne demokratyczne hasła tego nie zmienią. Struktura orkiestry jest dobrą ilustracją tej zasady nierówności, jakie sztuka funduje społeczeństwu. Każdy muzyk orkiestry ma te same prawa i jako pracownikowi należą mu się te same względy i szacunek. Ale inne zadania stoją przed muzykami „tutti”, inne przed prowadzącymi grupy, inne przed koncertmistrzem, a inne przed dyrygentem. Do każdego z tych zadań przynależy inna porcja przygotowań, nauki, ćwiczeń i nerwów. Hierarchiczność muzyki dobrze też odzwierciedlają konkursy. Są takie, gdzie temu i owemu udało by się może zająć niezłe miejsce, ale też są inne, gdzie ten sam artysta nie przeszedłby nawet wstępnych eliminacji. Są Złote Lwy w Gdyni i są Złote Lwy w Wenecji. Są przesłuchania do różnych orkiestr i jest przesłuchanie do Filharmonii w Berlinie. Są utwory, które wykona każdy grajek, a są utwory nieskończenie trudne, dostępne tylko dla wielkich mistrzów. Są instrumenty proste jak tamburyn i są skrzypce, na których wirtuozerska gra wymaga wielu lat codziennych ćwiczeń po kilka godzin. Mój kolega z orkiestry rozgrzewał się tylko kwadransik przed próbą i tak zarabiał na siebie i rodzinę. Inny mój znajomy Nigel Kennedy w okresie, kiedy był według mnie najwybitniejszym skrzypkiem świata, ćwiczył codziennie po osiem godzin i gorzko żałował ten, kto mu się ośmielił przerwać.

Dlaczego z takim naciskiem podkreślam te różnice? Rzecz w tym, że muzyka, która dla wielu jest dowodem na istnienie Boga i stanowi ocean nieprzebranego piękna, nie trwa gdzieś w zaświatach, ani w magazynach na jakiejś bajeczne wyspie. Muzyka jest za każdym razem od nowa tworzona przez ludzi, którzy poświęcili jej życie od wczesnej młodości. Nie mieli beztroskiego dzieciństwa, nie spędzali czasu na imprezach, czy leżakowaniu. To ludzie ciężkiej pracy. Jest ich tysiące na całym świecie. Wędrują palcami po swoich instrumentach, dmuchają w nie z całego serca, uderzają w pocie czoła w ich membrany. A inni z elitarnej grupy geniuszy zapisują dla tamtych nowe nuty próbując w ich niespodziewanym przebiegu odnaleźć magiczne recepty na wszystkie nieszczęścia. Nie jestem muzykiem, ale całe moje życie upłynęło w radości dzięki wysiłkom tych pracowitych mrówek, z których każda dźwiga swoją igiełkę dźwięku i wędruje przez świat w cichej desperacji, że razem tworzą jakąś wielką sprawę. To im chcę poświęcić ten mój dzisiejszy hołd z okazji święta muzyki, a tak naprawdę święta rzeszy bezimiennych przeważnie ludzi, którzy nigdy nie przestaną marzyć, że ktoś doceni ich talent i kunszt, że ktoś wynagrodzi ich trud lepiej niż marną pensją, za którą nigdy nie kupią sobie wspaniałego instrumentu, bo kosztuje więcej niż markowy samochód. Warto, żeby Ci, którzy się rozbijają takimi samochodami, a gardzą mozolnymi ćwiczeniami, bo wydaje im się, że wystarczy umieć kilka akordów na gitarze i mieć ładny głos do popisywania się na imieninach, uszanowali jutro tych wszystkich, dzięki którym prawdziwa muzyka istnieje, zachwyca nas i czyni lepszymi. Szkoda, że to tylko jeden dzień. Święto muzyki powinno trwać przez cały rok i być naszym chlebem powszednim. O ileż świat byłby piękniejszy i mądrzejszy niż jest.

<< Wróć do poprzedniej strony