Co synchroniczne, a co nie…

Pokazaliśmy spektakle BTT „Clash, Fun, Light”, zanim odbędzie się ich listopadowa premiera w projekcie „Niderlandy” złożonego z sześciu dzieł choreograficznych Izadory Weiss, Patricka Delcroix i samego mistrza Jiriego Kyliana. Tego ostatniego nie należy mylić z reżyserem polskim o podobnym nazwisku, autorem spektaklu dla dzieci w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Przy całym szacunku dla niego, twórca Nederlands Dans Theater Jiri Kylian jest wciąż najwybitniejszym na świecie żyjącym choreografem i każdy miłośnik sztuki tańca pod każdą szerokością geograficzną o tym wie. Nie wie o tym pewna osoba w Ministerstwie Kultury zajmująca się przyznawaniem grantów na wyjątkowe projekty artystyczne. Jakież musiało więc być jej zdumienie, że wystąpiliśmy o taki grant na projekt firmowany w jej przekonaniu przez krajowego reżysera spektakli musicalowych. Ta pomyłka kosztuje drogo nasz teatr, ale na szczęście mamy kompetentnych znawców sztuki w urzędzie miasta Gdańska i tam nikt tych nazwisk nie myli, więc projekt z udziałem Kyliana został doceniony. Tego typu asynchron nie zdarza się w Bałtyckim Teatrze Tańca. Fenomenalna jedność i zgranie artystów naszego zespołu została doceniona ponownie przez naszą wierną publiczność i licznych gości zagranicznych, wśród których byli również przedstawiciele British Dance Consortium. Ta najważniejsza w Anglii instytucja, podobna nieco do Polskiego Instytutu Tańca, pracuje nad zorganizowaniem w najbliższej przyszłości tournée BTT po Wielkiej Brytanii, mające się rozpocząć w prestiżowym teatrze w Londynie. Zachwycili się szczególnie spektaklem „Light” dyskutując do późna w nocy nad brawurową choreografią i złożonością libretta. Długo trwało ustalanie przez nich znaczeń wszystkich wątków. Szkoda, że nie było wtedy wśród nas gdańskiego recenzenta, który uznał, że przekaz spektaklu jest dla niego zbyt prosty. Mógłby pewnie pomóc naszym gościom szybciej ten przekaz zrozumieć. Mógłby też posłuchać, jak choreograf „Clash” wychwala nasz zespół za nadzwyczajnie synchroniczne wykonanie tego trudnego spektaklu. Patrick przyznał, że z wielu zespołów na świecie, które tę jego choreografię wykonują, właśnie BTT prezentuje ją w najbardziej przejmujący sposób, bo każdy z naszych artystów jest wybitną indywidualnością. Dzięki temu zespołowe sceny nie mają charakteru tańca identycznych marionetek baletowych, tylko są zbiorem indywidualnych ekspresji. Tu przypomniał mi się mój spór z Ewą Michnik, która należy do formacji wielbicieli baletu, gdzie wszyscy unoszą nogę w identycznym czasie i na identyczną wysokość. Zwracałem nieśmiało uwagę wybitnej dyrektorce, że co innego jest akord w orkiestrze, który musi być wykonany razem co do ułamka sekundy, czy linia klasycznych łabędzi w tych samych paczkach unoszących nogę z wykręconą u każdej z tancerek stopą, jakby to były nogi jednej stonogi. Czym innym jednak jest synchron w zespole tańca współczesnego, gdzie specjalnie wydobywa się indywidualne cechy nie tylko nogi, ale i temperamentu, ekspresji, wysokości skoku i muzycznego wyczucia. Suma tych indywidualności tworzy całość daleką od kanonów musztry, czy koreańskich pokazów gimnastycznych. Oczywiście, że każdy lubi to, co lubi i nie chodzi o to, by narzucać komukolwiek nielubianą przez niego estetykę. Ale chodzi też o to, by w ocenie spektaklu uszanować estetykę odmienną od wyżej opisanych, nie poprzestawać na łatwiźnie oceny „równo – nierówno” i dokonać wysiłku interpretacji i wyjaśniania sensów. To byłby dopiero synchron!

<< Wróć do poprzedniej strony