Chór, czyli Demos

Jest starszy od opery. W teatrze greckim reprezentował niezniszczalną mądrość ludu i komentował wydarzenia z jego perspektywy. To z nim od początków sztuki teatralnej utożsamiała się publiczność. Istotą chóru jest wspólne brzmienie, wspólne działanie, wspólny cel – nawet jeśli jest cztero, czy więcej głosowy. Do dzisiaj są na scenie demosem, czyli ludem, narodem, zbiorowością o określonych potrzebach i woli działania. W operach barokowych nie był zbyt liczny, ale z czasem, jak większość środków operowych, rozrastał się i dzisiaj na wielkich scenach dochodzi do setki. Tylu artystów chóru miałem w „Nabucco” i „Turandot” w Operze Narodowej, gdzie oprócz etatowych pracowników, Bogdan Gola stworzył „chór przyoperowy”, by wspierał swoją masą głosy profesjonalistów. Dla reżysera to wielkie wyzwanie i frajda pod warunkiem, że ma z takim ogromnym „aparatem” czas na próby.

Rzecz w tym, że nie wystarczy, by chór wszedł na scenę, zaśpiewał i zszedł. Postawienie im właściwych zadań aktorskich i użycie takiej ich ilości, żeby stworzyć na scenie przekonujący świat pełen żywych ludzi – to, według mnie, najtrudniejsze zadanie reżyserskie i jego realizacja wystawia zawsze niepodważalne świadectwo umiejętności i warsztatowej sprawności twórcy spektaklu. Kiedyś tego czasu było więcej. Instytucje artystyczne były bogate i nie liczyły się z kosztami ludzkimi. Miałem przyjemność rozpoczynać pracę w swoim zawodzie, kiedy można było próbować dwa, trzy miesiące, a scena była do dyspozycji, bo i czas zespołu technicznego był tani. Dzisiaj na przygotowanie opery mamy w najlepszym wypadku sześć tygodni, z czego na próby sceniczne w najlepszym wypadku dostaje się dwa. Żmudne ustawianie scen zbiorowych przy takiej ekonomii nie wchodzi w grę. Jeśli się chce koniecznie dawać zadania indywidualne i różnicować charaktery, reakcje, przemieszczanie się i opanować zbiorową formę, trzeba być świetnie przygotowanym wcześniej, by podczas czterech godzin próby wydawać dyspozycje szybko, zrozumiale i przede wszystkim ich nie zmieniać bez potrzeby.

W tej sytuacji nie bez znaczenia jest zaufanie i cień sympatii ze strony chórzystów, którzy są zmuszani do przeróżnych akcji, nie zawsze przez nich zrozumiałych i akceptowanych. Ta współpraca z ich strony jest bezcenna, ale bardzo trudna do pozyskania, szczególnie jeśli się jest ich dyrektorem. Każde polecenie natrafia wtedy na relacje pracodawca – pracownik ustalane przez listę płac. Chór jest jedną z najuboższych grup artystycznych, a w sytuacji, kiedy instytucje są chronicznie niedoinwestowane, sytuacja materialna chórzystów staje się z roku na rok coraz bardziej dramatyczna. W tym zawodzie pozostają tylko pasjonaci i ci, którzy nie są w stanie wykonywać innej pracy. Jeśli ktoś z nich ma na utrzymaniu rodzinę, a pracuje przecież cztery godziny rano i cztery wieczorem, to jego samopoczucie w domu bywa zwykle dalekie od pogodnej beztroski. W USA istnieje około 150 kompanii operowych, ale tylko kilka z nich posiada chór zawodowy. Większość to grupy amatorskie zbierające się na próby wieczorami, lub w dni wolne od pracy. W dzisiejszej zgrzebności finansowej Opery Bałtyckiej wiele razy miałem zapytania, czy nie można by posługiwać się chórem amatorskim. Odpowiadam na to zdecydowanie NIE, bowiem podstawą możliwości tworzenia spektakli operowych jest zawodowy chór będący do dyspozycji nawet przez te skromne sześć tygodni przed premierą.

Dlatego tak ważne jest porozumienie z tymi artystami kochającymi śpiew nie mniej niż wielcy soliści. Ważne jest dawanie im szansy uczestniczenia w spektaklach w drobnych solowych partiach, ważne jest staranne informowanie ich o zadaniach, jakie mają do wykonania, ważne jest odnoszenie się z szacunkiem do każdej z ich niepozornych cegiełek, tak pięknie składających się na scenie w okazałą budowlę zbiorowej kreacji. A najważniejsze jest, by nie ulegać sugestii, że jako zbiorowość podlegająca surowej dyscyplinie pracowniczej są czymś w rodzaju klasy niedojrzałych urwisów. Trzeba pamiętać, że są dorosłymi ludźmi, z których każdy ma jakąś indywidualność, biografię, poglądy i często ogromną odpowiedzialność za swoje rodziny. Dopiero, kiedy tak się ich postrzega, można w swojej reżyserii pokusić się na odtworzenie przy ich pomocy jakiejś części prawdziwego świata, gdzie każdy z nas jest przecież odrębnym bytem.

<< Wróć do poprzedniej strony