BTT w Petersburgu

Mimo zlikwidowania Bałtyckiego Teatru Tańca w Operze Bałtyckiej, mimo braku pomocy ze strony Województwa Pomorskiego i miasta Gdańska, mimo jakiegokolwiek wsparcia, czy choćby zainteresowania ze strony Instytutu Tańca, Izadora Weiss doprowadziła do końca swoje zobowiązania wobec zespołu, który nazwała Biały Teatr Tańca zachowując tym samym powszechnie znany skrót i logo.  Zaproszony przez International Diaghilev Festival of Arts do Petersburga jej teatr tańca znalazł się nagle w absurdalnej sytuacji, kiedy z jednej strony spotkał się z zainteresowaniem światowych specjalistów i najwyższymi ocenami swojej działalności, a z drugiej wyrzucono go na ulicę, urządzając nagonkę na jego twórców w lokalnej prasie i odmawiając wszelkich zasług. To zdarzyło się w Polsce nie po raz pierwszy, ale zawsze zdumiewa ten rozdźwięk pomiędzy opinią miłośników sztuki wysokiej, a gustem i upodobaniami części publiczności oraz urzędników ukształtowanymi przez lżejszą muzę. Organizatorzy Festiwalu nie przyjęli do wiadomości, że zespół przestał istnieć i wyłożyli całą sumę na przygotowanie czterech spektakli, które zostały zaproszone do Petersburga jako sensacja w świecie współczesnego tańca. Podróż opłacił niezawodny Instytut Adama Mickiewicza. Całą stronę organizacyjną wzięło na siebie Stowarzyszenie Ludwika van Beethovena, a gościny na sześć tygodni prób udzieliło Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego. Można więc stwierdzić, że to decyzja Elżbiety Pendereckiej uratowała światowej klasy zespół BTT przed niebytem, na jaki skazała go nowa dyrekcja Opery Bałtyckiej.

Praca nad realizacją projektu petersburskiego obfitowała w wiele dramatycznych epizodów - od castingu, doprowadzonego do skutku dzięki życzliwości Krzysztofa Pastora, który użyczył sali Baletu Narodowego i personelu do przeprowadzenia audycji, na którą jak zawsze zjechali tancerze z całego świata, tym razem do Warszawy, aż po utarczki z rosyjskimi celnikami, którzy na granicy z Łotwą nie chcieli wpuścić dekoracji upchanych w autobusie, ponieważ według nich powinny jechać osobną ciężarówką. Izadora wybrnęła ze wszystkich trudności zwycięsko, dzięki żelaznej konsekwencji i niespożytej energii. W Petersburgu sama ustawiła światła przy pomocy miejscowych ekip, ponieważ oświetleniowców z Gdańska nie puszczono na ten wyjazd. Sama prowadziła te spektakle jako inspicjent, bo ten, który je znał, musiał pozostać w Bałtyckiej. Pierwszy spektakl „Light” został zaprezentowany na scenie carskiego teatru w Ermitażu z okazji odbywającej się tu światowej wystawy obrazów Vermeera. Specjalnie zaproszona publiczność miała więc okazję obejrzeć dalsze losy jego „Mleczarki” w interpretacji choreograficznej Izadory Weiss. Następnego dnia w Teatrze Aleksandryjskim, gdzie narodziły się balety Sergieja Diagilewa, odbył się pokaz trzech choreografii Izadory „Fedra”, „Śmierć i Dziewczyna” oraz jej ostatnia premiera „Tristan & Izolda”. To był wielki dzień w jej życiu. Nie tylko dlatego, że odniosła sukces potwierdzony owacją widowni, sypiącymi się na scenę kwiatami i zaproszeniem na prowadzenie „master class” w szkole Borysa Ejfmana, ale przede wszystkim dlatego, że pokonała wszystkie niezliczone trudności i kolejny raz pokazała, że się nigdy nie poddaje.

<< Wróć do poprzedniej strony